Prawnicy na aplikacjach

 

Smart beautiful businesswoman with red case in her hands and two men behind her going downstairs

Czy mają gorzej niż lekarze rezydenci? Problem  jest złożony, obie te grupy postrzegane są jako tradycyjnie prestiżowe, inteligenckie zawody. Studenci przynoszą chlubę swoim rodzinom, na medycynę decydują się piątkowi uczniowie najlepszych liceów, którzy lubią nauki przyrodnicze, na prawo idą najlepsi humaniści. Oba zawody postrzegane są jako bardzo dochodowe i fajnie się je ogląda w telewizji, łatwo jest się utożsamiać z postaciami ze szklanego ekranu. Zwłaszcza studenci mają tendencję do wnikliwej analizy produkcji telewizyjnych i komentowania przebiegu operacji czy też zachowania gwiazd palestry.

Absolwentów obu tych kierunków czeka największy szok związany z wejściem w dorosłość. No chyba, ze mają bogatych rodziców, którzy zadbają o to, żeby standard życia się nie obniżył się. Jest w tym dużo ironii losu, że pieniądze jakie część moich znajomych zarówno z prawa, jak i z medycyny dostawała (lub dalej dostaje) były większe niż wynagrodzenie w pierwszej pracy.

Nic tylko wchodzić w dorosłość. Oczywiście to wszystko będzie później tematem pracy dla rzeszy socjologów, którzy będą zastanawiać się nad tym dlaczego młodzi Polacy nie chcą mieć dzieci, nie zakładają rodzin i nie wyprowadzają się z domu rodzinnego. Mnie najbardziej interesuje sytuacja mniej zamożnych znajomych, którzy zmuszeni są samemu się utrzymywać.

Taką osoba jest Kasia, moja koleżanka z Poznania. Bardzo sympatyczna i inteligentna absolwentka prawa, która jest na pierwszym roku aplikacji adwokackiej (do tego ładna, co widać na zdjęciu). Niestety nikt w jej rodzinie nie jest związany ze środowiskiem prawniczym, dlatego nasza bohaterka jest zdana na siebie. Radzi sobie bardzo dobrze, ma zadatki żeby być naprawdę dobrym prawnikiem, jest wrażliwa i empatyczna, czuje powołanie do tego co robi.

Największym problemem dla niej jest to, że nie może się usamodzielnić. W kancelarii zarabia 1900 złotych na rękę, co jest dużym postępem w stosunku do jej początkowej stawki. Powiem tylko tyle, że chciałbym tak szybko zwiększać swój poziom dochodów co ona. Zagadką niech będzie pułap, z którego startowała. Niestety ponad 500 złotych miesięcznie musi przeznaczać na opłaty związane z aplikacją, a także przynależnością do samorządu zawodowego.

Tym co mnie najbardziej fascynuje w całej tej historii jest fakt, że Kasia nie chce określić swojego szefa mianem wyzyskiwacza. Wielokrotnie prosiłem ją, żeby na potrzeby dyskusji zgodziła się, że jest on krwiożerczym kapitalistą. Uważa ona, że warunki jej pracy nie są najgorsze w porównaniu do innych aplikantów. Wydaje się być pogodzona ze swoim losem, choć lekko nie jest. Ile idealizmu zostanie w niej po trzech latach?

Kasia jest bardzo naiwną osobą (podobnie jak ja, może dlatego się przyjaźnimy) i wierzy w to, że uda jej się zachować w życiu równowagę pomiędzy pracą, a życiem prywatnym. W przyszłości nie chce być jak jej szef, który cały czas pracuje i choć zarabia dużo, to wydaje się być stale zestresowaną osobą. Kasia prawdopodobnie jeszcze nie wie tego, że nie istnieje liniowa zależność, która pozwala przy średnim czasie pracy zarabiać średnie pieniądze. W Polsce możesz albo pozostać na dole drabiny społecznej, albo nadludzkim nakładem sił wyszarpać swój sukces, ale wtedy nie ma przebacz, możesz zapomnieć o pracy na jeden etat.

W całej tej historii fascynuje mnie kilka rzeczy. Pierwszą z nich jest dramatycznie niska wartość wykształcenia akademickiego. Okazuje się, że studia w obecnej formie są tylko i wyłącznie formą zakamuflowania i odroczenia w czasie bezrobocia, czy też bardzo niskiego poziomu życia. Problem ten tyczy się całej rzeszy młodych ludzi w Polsce, zwłaszcza związanych ze światem nauki. Tym co smuci jest fakt, że jako pokolenie nie możemy nawet wykrzyczeć swojej złości, frustracji i niezgody. (my jako lekarze przynajmniej to zrobiliśmy) Prawnicy na aplikacjach nie zjednoczą się, żeby walczyć o swój los, nie będą się skarżyć. Znamienita część uważa, że trzeba zacisnąć zęby i przeczekać, taka jest cena sukcesu.

Moim zdaniem w Polsce istnieje coś w rodzaju konfliktu pokoleniowego. Istnieje przyzwolenie na to, żeby młodzi ludzie mieli ekstremalnie ciężko. Tymczasem to nam potrzebne są bardziej pieniądze niż „starym”, chcemy zakładać rodziny, rodzić dzieci, kupować mieszkania i samochody. Chcemy rozwijać gospodarkę, tworzyć wzrost gospodarczy, chcemy niczym nieograniczonej i rozpasanej konsumpcji. Jesteśmy niczym uchodźcy, którzy idą przez tysiące kilometrów na boso marząc o życiu jakie zobaczyliśmy w telewizji. Wierzymy, że w świecie jest dla nas miejsce, a kiedy przychodzimy okazuje się, że jest za późno.

wszystko kończy się tak, że kręcimy się w kółko

Interesujące dla mnie jest to, że wzrost wynagrodzenia dla Kasi o 500 złotych bardzo mocno wpłynąłby na jej standard życia i byłby praktycznie nieodczuwalny dla właściciela kancelarii. Wygląda jednak na to, że głównym czynnikiem wpływającym na dynamikę relacji pomiędzy nią a szefem są reguły wolnego rynku. W związku z uwolnieniem zawodu jest duża podaż aplikantów, więc nie ma presji na wzrost wynagrodzeń. To się może zmienić w przyszłości, ponieważ już w tym roku było mniej chętnych na rozpoczęcie aplikacji.

Nie wszyscy aplikanci prawniczy mogą liczyć na umowy o pracę, część z nich zmuszona jest pracować na umowach zlecenie, czy też prowadzić własną działalność gospodarczą. Co ciekawe według prawników, w Polsce jest bardzo duży potencjalny, niezrealizowany popyt na usługi prawnicze, ponieważ w porównaniu do krajów zachodu bardzo rzadko korzystamy z fachowego doradztwa. Do tego trzeba jednak lat poświęconych kształtowaniu dobrego wizerunku, a także budowaniu zaufania. Z tej perspektywy ciężka sytuacja młodych prawników nie budzi zaufania do całego środowiska i będzie cały ten proces znamiennie utrudniać.

Kasia nie ma pistoletu przy głowie, nie musi robić aplikacji, może poszukać pracy w korporacji, może spróbować znaleźć sobie jakąś niszę (prawo farmaceutyczne?). W teorii mogłaby np wziąć kredyt konsumpcyjny żeby podwyższyć sobie standard życia do akceptowalnego. Otwartą kwestią jest jednak to, czy ma pewność tego, że go spłaci? Czy nie jest to za duże ryzyko? Z drugiej strony w USA to działa w ten sposób, młodzi ludzie wchodzą w dorosłe życie z olbrzymim kredytem, jeśli postanowili się wykształcić. Dla mnie strategia Kasi jest optymalna, dług wydaje się być za dużym obciążeniem psychicznym, choć ceną jest opóźnione wejście w dorosłość.

Oczywiście źródłem kiepskiej sytuacji Kasi jest fakt, że co roku studia opuszcza zbyt wielu absolwentów prawa. W pewien sposób młodym ludziom robiona jest krzywda. Oczywiście najbardziej wytrwali i najbardziej ambitni poradzą sobie w każdych warunkach. Dla mnie kluczowe jest jednakże to, czy w ten sposób nie odcinamy dostępu do zawodu osobom bardziej wrażliwym i empatycznym, które powinny mieć swoje miejsca w zawodach zaufania publicznego?

Co do zasady społeczeństwo może albo stwarzać równe szanse wszystkim i umożliwiać awans społeczny, albo też tylko i wyłącznie utrwalać i powielać istniejącą strukturę społeczną. Sytuacja, w której tylko dzieci z dobrze sytuowanych rodzin mogą pozwolić sobie na wykonywanie pewnych zawodów, z całą pewnością nie jest korzystna dla całej populacji. Nie może być to rozpatrywane tylko i wyłącznie w idealistycznym kontekście. Udowodniono, że egalitarystyczne społeczeństwa są o wiele bardziej innowacyjne, kreatywne i nowoczesne, a co za tym idzie bardziej zamożne.

Odpowiedź na pytanie, czy prawnicy na aplikacjach mają gorzej niż lekarze na rezydenturach nie jest jednoznaczna. Wydaje mi się, że jednak lepiej być prawnikiem, ze względu na to, że aplikacja trwa tylko trzy lata. Kasia zdąży skończyć aplikację, podczas gdy jej rówieśnik po 6-letnich studiach i 13 miesięcznym stażu, ledwo zdąży rozpocząć rezydenturę. Proces uzyskiwania specjalizacji lekarskiej w teorii trwa do 6 lat, w praktyce zaś nawet dwa razy dłużej.

Prawnicy na aplikacjach mają gorzej niż lekarze na rezydenturach, ale ich sytuacja jest o wiele bardziej przejściowa i krótkotrwała. Na plus bycia lekarzem przemawia to, że w przypadku części specjalizacji lekarskich, papier w ręku to przepustka do lepszego świata. Prawnik po aplikacji jest dopiero na początku długiego procesu wyrabiania sobie nazwiska.

Generalnie uważam, że warto oba te kierunki odradzać młodym ludziom. Są o wiele łatwiejsze sposoby, na udane i satysfakcjonujące życie. Warto już zawczasu tak pokierować swoją karierą, by ustrzec się frustracji i nie musieć stale zmagać się z rozmaitymi przeszkodami. Pasjonaci i ludzie z powołaniem, z prawdziwym poczuciem misji, tak czy owak nie tych ostrzeżeń nie posłuchają. Takich osób też najwięcej potrzeba w obu zawodach.

Proszę o udostępnianie treści:

Comments

comments

2 myśli nt. „Prawnicy na aplikacjach

  1. Żona garbatego informatyka

    Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, ze tylko dobre pieniądze zapewniają udane i satysfakcjonujące życie. Oczywiście lepiej jest jeśli nie musimy się martwić czy wystarczy na rachunki lub wyprawkę szkolną dla dziecka, ale nie tylko dochody determinują jakość życia. A co do kierowania zawczasu karierą… no cóż. Mój małż wpadł na pomysł, żeby wybrać studia,które zapewnią mu dobrą pracę. Mimo, ze jest humanistą wybrał nauki ścisłe. Dziś zarabia powyżej przeciętnej, ale czy jest szczęśliwy? Nie, bo robi coś czego nie lubi i co nie daje mu żadnej satysfakcji. Dlatego daleka jestem od doradzania komuś przy wyborze zawodowej drogi. Lepiej aby Wasza wiedza, umiejętności, trud i zaangażowanie były należycie wynagradzane, i abyście robili to co daje Wam radość.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *