„Teraz ze mną na solo nie wygrasz…

w aucie

Ja bardzo dużo czytam, odświeżam umysł i będę k… jak brzytwa.” Słowa te zostały wypowiedziane kilka lat temu i do tej pory jestem zaskoczony ich trafnością. Czytanie książek pozwala zyskać bardzo dużą przewagę nad innymi i o tym będzie ten post.

Wie o tym Prezes PIS, którego domowa biblioteka jest dosyć obszerna. Tematy po które sięga pozwoliłby mu na bezproblemową dyskusję z hipsterami z Placu Zbawiciela. Nic tak nie pasuje do sojowego latte jak Kapitał w XXI wieku Pikettego. Książka ta wywołała bardzo duży ferment intelektualny na świecie, podczas gdy u nas przeszła niemal niezauważona. Ciężka cegła, pełna wzorów i analiz (poddałem się 100 stron przed końcem) mówiąca o tym, że praca coraz mniej popłaca.

To tylko przykład, który ma pokazać skąd bierze się przewagą jednych ludzi nad drugimi. Taka, która pozornie wydawać się może nieuchwytna. Bez głębszego wejścia w problem, czyli posiadania wiedzy, trenowania inteligencji, skazujemy się na powierzchowną wizję świata. Ostatnio opowiedziano mi anegdotę, która to dobitnie potwierdza.

Podczas kampanii wyborczej partia A nie miała budżetu, lecz miała ciekawe pomysły, interesujące treści i sztab kreatywnych ludzi. Dzięki temu dosłownie wymiotła w internecie. Partia B dysponując olbrzymią ilością gotówki i wynajętą profesjonalną firmą osiągała dużo gorsze rezultaty w sieci, nie udawały się im wirale. Bardzo Droga Agencja PRowska (w skrócie BDAP) stwierdziła, że od partii A należy skopiować rozmiar publikowanych przez nich memów. Pewnie domyślacie się rezultatu.

Niesie to pocieszenie dla wszystkich, którzy myślą, że to niewłaściwy rozmiar jest przyczyną porażek. Nie, tym ludziom nie wychodzi, dlatego, że są głupi, a są głupi, dlatego, że nie czytają książek. Tyrion z Gry o Tron wie co jest najważniejsze. Staram się brać z niego przykład. Jeden z mądrzejszych lekarzy jakich poznałem uważa, że każdy doktor powinien poświęcać pół godziny dziennie na aktualizowanie swojej wiedzy. Niby nie jest to dużo, ale w praktyce wymaga to żelaznej samodyscypliny. Takie jest zresztą też uzasadnienie jedynego przywileju zawodowego lekarzy.

Nie mam żadnych mitycznych dodatków, jeśli o nich słyszycie to jest to zwyczajna manipulacja rządzących i wielki spisek. Mój dzień pracy jest o 25 minut krótszy, co znaczy, że pracuje siedem godzin i trzydzieści pięć minut. Zaoszczędzony czas powinienem przeznaczyć na doskonalenie swojej wiedzy.

Nie jest to łatwe zadanie. Pierwszą barierą są media społecznościowe, a zwłaszcza facebook, które wpływają na to jak działa ludzki umysł, utrudniając koncentracje. Drugim problemem jest to, że wiedza medyczna jest coraz mniej definitywna. Nauka w liceum, czy na studiach była fajna, bo wystarczyło pewnych rzeczy się nauczyć, zapamiętać i już. Twarda dupa i cierpliwość. Teraz poprzeczka się podniosła wyżej. Czytam o leczeniu ludzi w ciężkim stanie i autor nie chce mi podać jednego, optymalnego sposobu.

Problem jest taki, że w niektórych sytuacjach on po prostu nie istnieje, albo nie udało się tego jeszcze zbadać, udowodnić. Dowiaduje się, że mogę zrobić to i to, ale te wszystkie rzeczy nie wpływają na końcowy efekt. Może w takim razie nie warto podejmować tych działań? Ponieważ aktualnie mam przerwę w karierze zawodowej, to wszystko to są teoretyczne rozważania dla mnie.

Intuicyjnie większość osób będzie skłaniać się ku działaniom, zwłaszcza jeśli one w wyraźny sposób nie szkodzą. Wydaje się, że tego oczekują też sami pacjenci i ich rodziny. Sam tego bym oczekiwał jako pacjent, miałbym gdzieś wszystkie badania naukowe i prawdopodobieństwo. Jedno jest pewne. To wszystko jest bardzo zajmujące intelektualnie, to prawie tak dobra zabawa jaką miałby dr House, gdyby istniał.

Współczesna medycyna idzie w kierunku udowadniania wszystkiego i weryfikowania. To ma głęboki sens. Najłatwiej to pokazać na przykładzie motoryzacyjnym. W laboratorium udowodniono, że dodatek do paliwa A poprawia pracę silnika, co wywołało olbrzymią radość producenta. Udało się zarobić na nim olbrzymie pieniądze. Niestety długoletnie badania pokazały, że ta substancja pomimo tego, że miała poprawiać pracę silnika, to nie zwiększa jego mocy, nie wydłuża czasu pracy, ani nie zmniejsza zapotrzebowania na paliwo. Efekt końcowy wydaje się być wielce rozczarowujący. Ponieważ dodatek do paliwa jest na rynku już długo, to i tak większość osób wierzy w jego dobroczynne działania.

Do tego wszystkiego niezbędna jest wiedza, która pozwala na uzyskanie właściwej perspektywy, podejmowanie najlepszych decyzji. Koncepcja Porozumienia Rezydentów odniosła sukces, ponieważ przeczytałem kilka książek za dużo i chciałem sprawdzić w praktyce, czy pewne rzeczy są możliwe. Udało się stworzyć pewne ramy do działania, pewną przestrzeń, którą później ludzie wypełnili treścią. Pewien kłopot na początku miałem z tym, że poza mną to nikt tych książek nie znał, ciężko było wytłumaczyć o co mi chodzi. Trochę jak w tym filmie:

-czytałem Twoją książkę
-to jest nas dwóch

Oczywiście może być tak, że Porozumienie Rezydentów poza sukcesem organizacyjnym nie odniesie żadnego innego. Nie na wszystko mamy wpływ i nie wszystko zależy od nas. Niemniej jednak sukces organizacyjny i stworzenie organizacji, która razem z Ogólnopolskim Związkiem Zawodowym Lekarzy zorganizowała manifestacje na 10 000 osób, może być upatrywane za coś konstruktywnego.

Zanim Porozumienie Rezydentów powstało przez długi czas zastanawiałem się nad tym, dlaczego tego nie ma. Jakie są bariery? Największą przeszkody znajdują się w umysłach ludzi, ponieważ często są one zamknięte.

Książki pozwalają pozbyć się tych ograniczeń

 

Proszę o udostępnianie treści:

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *