Powrót do formy

forma

Kiedy byłem w lepszej kondycji, miałem na brzuchu sześciopak. Niestety znikał za każdym razem, kiedy zdejmowałem klubową koszulkę z wyrysowanymi mięśniami. W swojej najlepszej formie potrafiłem przebiec 17 km w 1,5h. Oto dowód. Było to oczywiście zanim powstało Porozumienie Rezydentów, trochę ponad rok temu. Wściekły na wszystko tak bardzo, że po takim biegu ciągle odczuwałem złość. Składało się na to wiele czynników. Miało to swoje dobre strony, biegałem coraz szybciej i szybciej, ćwiczyłem coraz mocniej i mocniej. Działalność w Porozumieniu Rezydentów w pewnym sensie pomogła, teraz już nie czuję frustracji związanej z rzeczywistością. Jest jak jest, ale zrobiłem wszystko co było możliwe, żeby to zmienić. Muszę akceptować, że mam ograniczony wpływ na rzeczywistość.

Bardzo lubię aktywność fizyczną i w zasadzie codziennie staram się uprawiać sport. Szacowałem, że standardowo byłem w stanie spalać około 15 000 kcal miesięcznie. Przy bardziej aktywnych miesiącach wartość ta dochodziła do 20 000 kcal. Sądzę, że są to dosyć wiarygodne szacunki. Wartości podawane przez Endomondo są o wiele zawyżone i należy brać poprawkę, że organizm szybko adaptuje się do codziennych aktywności wykonywanych przy stałym tętnie, jak np jazda rowerem do pracy. Czasem żeby się lepiej poczuć, jako rodzaj treningu wybierałem bieg na orientację, przy którym kalorie lecą jak głupie, w tempie dwu lub trzykrotnie szybszym niż przy zwykłym joggingu. Podobnie cały dzień spędzony na rowerze według Endomondo pozwalał na spalenie kilku tysięcy kcal.

Niestety Porozumienie Rezydentów ograniczyło czas, jaki mogłem poświęcić na sport. Czasem trzeba było zrezygnować z treningów. Miało to swoje konsekwencje, na szczęście niezbyt dotkliwe,  w ciągu pół roku waga wzrosła z 92 kg do 98 kg. Przy wzroście wynoszącym 190 cm ciągle jeszcze było to dla mnie akceptowalne. Obowiązków związanych z działalnością społeczną nie ubywało, zaś dodatkowo czynniki zdrowotne wykluczyły mnie ze sportu na kilka miesięcy.

Na efekty nie trzeba było długo czekać. Oczywiście nie ograniczyłem ilości spożywanego jedzenia i nie zmieniłem też jakości. 15 000 kcal to ilość jaka jest potrzebna, żeby spalić dwa kilogramy tłuszczu. Wiadomo było więc, że waga będzie iść w górę. Ustanowiłem nowy rekord dochodząc do 106 kg, lecz pocieszające jest to, że nie zdołałem jeszcze przekroczyć 110 kg.

Na szczęście niebawem będę mógł rozpocząć powolny powrót do formy. To o czym marzę, to dać sobie maksymalnie w kość, dojść do granicy własnej wytrzymałości i przekroczyć ją. Tak jak wtedy, kiedy w ciągu jednego dnia przejechałem rowerem Słowację.

Nie jestem w stanie zrozumieć tego, jak ludzie mogą funkcjonować bez sportu i bez wysiłku fizycznego. Moje własne priorytety są dla mnie pewnym zaskoczeniem, wysportowana sylwetka wydaje się być ważniejsza niż zarabianie pieniędzy na dyżurach.  Powrót do „ludzkiej” wagi wydaje się być dla mnie teraz kwestią kluczową. Nie lubię chodzić w opiętych ubraniach. Ciekaw jestem też tego, czy uda mi się tym razem wprowadzić jakąś sensowną dietę. Dotychczas brzydziłem się liczenia kalorii i rozwiązaniem za każdym razem wydawało mi się zwiększanie wysiłku fizycznego. Oczywiście znam minusy takiego podejścia, wiem, że można dojść w ten sposób do ściany. Bieganie do pracy wydawało się jednak być cudownym rozwiązaniem.

Razem z Maćkiem – moim przyjacielem neurochirurgiem wierzyłem i cały czas wierzę w to, że pizza na cienkim cieście to swoisty super food. Stworzyliśmy teorię wedle której ma ona ujemny bilans energetyczny, to znaczy, że w przeciwieństwie do normalnego jedzenia, kalorie te nie dodają się lecz odejmują. Warunek jest jeden, trzeba jeść szybko i powinno się popijać piwem. Niestety dotychczasowe rezultaty badań jakie prowadzimy z wielkim zapałem i czasem rozszerzając o dodatkowych badaczy wydają się nie potwierdzać naszych założeń. Pomimo tego nie zniechęcamy się i kontynuujemy eksperyment.

Próbuję to wszystko sobie w ten sposób wytłumaczyć, że mam teraz okres roztrenowania, po którym przyjdzie czas na ciężką pracę. Staram się pamiętać, że we współczesnym sporcie, czy to zawodowym czy amatorskim największym problemem jest intensywność treningu. Problemem dla ambitnych ludzi nie jest to, że ćwiczą za mało, lecz że robią to zbyt często. Znalezienie równowagi wydaje się być kluczowe, przetrenowanie sprawia, że tracimy efektu treningu. Związany z tym wysoki poziom hormonu stresu – kortyzolu sprzyja budowie tkanki tłuszczowej i rozkładowi mięśni. Zdarzyło mi się zresztą już raz mieć objawy podobne do grypy wynikające z przetrenowania się. To nic dobrego, przez kilka dni ledwo byłem w stanie się ruszyć.

Posiadanie tej całej wiedzy to jedno. Wykorzystanie jej w praktyce to drugie. Jeśli jednak chcesz być jak Rocky Balboa, to nie ma drogi na skróty. Potrzebna jest cierpliwość, wytrwałość i motywacja. Wszystko to zapowiada się na fascynującą przygodę. Być może pojawią się jakieś fotorelacje z postępów jakie będę robić. Najpiękniejsze są początki, bo wtedy efekty są niemal natychmiastowe. Nie mogę doczekać się ponownego spędzania czasu z trenerami na siłowni i ich satysfakcji wynikającej z tego, że po raz kolejny udało mi się pokonać własne ograniczenia.

Proszę o udostępnianie treści:

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *