Spotkanie z Ojcem Rydzykiem

spotkanie z ojcem

Przy okazji porządkowania archiwum Porozumienia Rezydentów natrafiłem na taką perełkę. W jaki sposób doszło do spotkania, które wywarło bardzo duży wpływ na nasza działalność?

Poczyniliśmy pewne założenia.  Po pierwsze chcieliśmy wszystko zrobić inaczej niż do tej pory. Zależało nam na totalnym dialogu, na próbie osiągnięcia celu poprzez merytoryczne przygotowanie, otwieranie się na jak największą liczbę środowisk. Oczywiście, że najprościej jest rozmawiać z tymi, którzy się z nami zgadzają, trudniej zaryzykować się i wyjść do ludzi, którzy są nam nie znani.

Nasza najbardziej spektakularna akcja, to jest adopcja posłów, była przejawem praktycznego podejścia do rzeczywistości. Zostało to później bardzo docenione. Poparcie opozycji, chociaż potrzebne nie może prowadzić do wprowadzenia zmian. Opozycja dochodząc do władzy często zapomina o tym, o co walczyła. Chcieliśmy porozumieć się w rządzącą partią, przekonać ją do wprowadzenia zmian w życie, mówić jej językiem, przemawiać do jej elektoratu. Oczywiście było to trudniejsze niż uzyskanie poparcia mediów nastawionych raczej opozycyjnie.

Zaczęliśmy więc szukać możliwości dotarcia do ludzi decyzyjnych poprzez kanały informacyjne, które są dla nich istotne, a dla nas były totalnie nieznane. Nasz Dziennik, Gazeta Polska, wszędzie tam spotkaliśmy się z bardzo dobrym przyjęciem, problemy zostały opisane merytorycznie i fachowo. Podjęliśmy starania o możliwość wystąpienia w Radiu Maryja i Tv Trwam. Nie jest to najłatwiejsza rzecz. Potrzebowaliśmy polecenia zaufanej osoby. Podobnie jak my nie znaliśmy toruńskiego środowiska, podobnie oni nie znali nas.

W końcu nadszedł ten dzień. W czwórkę spotkaliśmy się w dużym budynku nagraniowym. Po chwili podjechał Ojciec Grzegorz Moj, który miał dzisiaj z nami rozmawiać. (osoby prowadzące Rozmowy Niedokończone zmieniają się). Nie przypominał standardowego zakonnika, energiczny, ze słuchawką w uchu, przez którą cały czas prowadził rozmowy. Krótka rozmowa przed wejściem na antenie dała nam do zrozumienia, że mamy do czynienia z przygotowanym rozmówcą.

Wydawało mi się wtedy, że jako przewodniczący powinienem brać na siebie jak najwięcej. Podobnie jak w amerykańskiej armii oficer pierwszy biegnie z plecakiem, stąd wzięło się wyśmiewane przez znajomych „pozwoli Ojciec, że ja zacznę”. Nie czułem specjalnego stresu, w studiu był jeden telewizor, który pokazywał nam co widzą ludzie przed telewizorami. Jak się później dowiedziałem, to nie było bardzo dokładne urządzenie, stąd czasem kamera pokazywała jak bujałem się na boki.

W teorii niewiele osób ogląda Tv Trwam, w praktyce duża część rodziny i znajomych z uśmiechem odnotowywała „o Damianek w telewizji” i następnie szybko przekazywała te informacje dalej. Czułem pewien dyskomfort, bo wydawało mi się, że jestem za długi, nie wiedziałem co zrobić z nogami, jako postawę ciała przybrać. Na szczęście Ojciec Moj starał się nam pomagać, nie przerywał, naprowadzał, nie atakował, był bardzo przyjazny.

W późniejszym czasie miałem okazję kilkakrotnie rozmawiać z Ojcem Mojem. Najbardziej utkwił mi w pamięci ten fragment, kiedy rozmawialiśmy przez telefon i słyszałem jak przekonuje swoich kolegów z redakcji, żeby nagrali jakiś materiał o nas.

– To są młodzi lekarze, walczą o to, w co wierzą. Trzeba im pomóc, my też walczymy o różne rzeczy i dlatego powinniśmy to rozumieć.
-No nie wiem, nie znam ich…
-Im naprawdę warto pomóc…

Wszystkie media i redakcje działają w bardzo zbliżony sposób. Bardzo istotny jest czynnik ludzki, to jest osobiste przekonania osoby, która danego dnia ma np dyżur. To jest odpowiedź na to, dlaczego nie wszystkie nasze materiały są wysyłane dalej. My wykonaliśmy tytaniczną pracę polegającą na rozmawianiu z dziennikarzami, tłumaczeniu im na czym polega nasza sytuacja. To wszystko przyniosło efekty, teraz już jest o wiele, wiele łatwiej.

W studiu starałem się dawać szansę swoim koleżankom i kolegom, ale średnio mi to wychodziło. Spotkało się to oczywiście z łagodnymi drwinami ze strony Ojca Moja w przerwie pomiędzy nagraniem w telewizji, a nagraniem w radiu. Poza tym wolny czas przeznaczyliśmy na rozmowę i wspólny posiłek. Nic wystawnego, zwykła zapiekanka, ale bardzo smaczna. Dowiedzieliśmy się jak wygląda zarządzanie tym wszystkim od kuchni. Dużo pracy, mało czasu na sen, trochę tak jak u nas.
Wszystko odbywało się w bardzo sympatycznej, rodzinnej atmosferze, Ojciec Moj tłumaczył to w ten sposób, że jesteśmy gośćmi i że on też chciałby nas jak najlepiej poznać.

Opowiadał o swojej codzienności, która sprowadzała się do tego, że jednoosobowo pełnił rolę kierownika produkcji. Dużo, dużo, żmudnej pracy, jak jeżdżenie po Polsce i znajdowanie miejsc na maszty przekaźnikowe, nocne rozmowy z kierowcami ciężarówek na antenie radia, praca nad samym sobą. Poza tym olbrzymie poczucie misji, co pozwala zrozumieć czemu Radio Maryja ma najlepszy zasięg w Polsce. Po prostu ma silnie zmotywowanych pracowników.

Duży nacisk Ojciec Moj kładł też na coraz modniejszy patriotyzm gospodarczy. Niektóre spostrzeżenia były ciekawe, jak choćby to, że powszechnie stawiane w Polsce wiatraki nie dają nam za dużo korzyści, produkowane w Niemczech, na niemieckich patentach nie rozwijają naszej gospodarki.

Po przerwie udaliśmy się do radiowego studia. Tam było już o wiele luźniej, w radiu czuję się swobodniej. W czasie rozmowy na kartkach pisaliśmy sobie różne rzeczy, w przerwie wymienialiśmy się opiniami. Mogliśmy nawet posłuchać świetnej piosenki w wykonaniu Jadzi Zareckiej:

Czas szybko leciał, ludzie dzwonili do studia, staraliśmy się jak najgrzeczniej im odpowiadać. Pamiętam jak bardzo byłem zmęczony przed rozpoczęciem nagrania, cały dzień w pracy, szybka podróż do studia. Adrenalina robiła jednak swoje, ale przede wszystkim pomagało nam to, że czuliśmy się swobodnie, byliśmy szczerzy i autentyczni.

Zresztą sami zobaczcie, jak wypadliśmy. Zbieraliśmy się już do wyjścia, kiedy to nagle pojawił się Ojciec Rydzyk i zaprosił nas na krótką rozmowę. Od pewnego czasu ze względu na wiek Ojciec Rydzyk nie prowadzi już Rozmów Niedokończonych, które są jego oczkiem w głowie. Niemniej jednak cały czas bacznie śledzi przebieg rozmów. Powiedział, że przekonaliśmy go do siebie i że chętnie z nami chwilę porozmawia.

W gabinecie chwilę pobawiliśmy się modelem maybacha leżącym na biurku. Jaki jest Ojciec Rydzyk w bezpośrednim kontakcie? Sprawiał wrażenie pewnej siebie, inteligentnej osoby, która w pewien sposób bawi się swoim wizerunkiem, ale też ma pewną skłonność do autoironii, czego dowodzi trzymanie wspomnianej zabawki. Generalnie to ani w radiu, ani w telewizji nie widać było przepychu, wszystko urządzone było skromnie i chyba oszczędzali na ogrzewaniu, bo trochę zmarzłem. Ojciec Rydzyk pokazywał nam zgromadzone przez wiele, wiele lat rozmaite relikwie. Zadeklarował pomoc dla nas, stwierdził że nie podoba mu się to jak działa ochrona zdrowia w Polsce.

Dotrzymał słowa, poprosił polityków PISu o spotkania z nami i o pomoc dla nas. Później kilka razy dzwonił do mnie przez telefon i pytał się, czy mamy jakieś widoki na poprawę sytuacji. (nie znaczy to jednak, że mam nr telefonu do szefa toruńskich mediów, numery były zastrzeżone). Stał się naszym najbardziej nieoczekiwanym sojusznikiem. Z czasem dzięki ciężkiej pracy zyskaliśmy poparcie praktycznie wszystkich środowisk. Wtedy nie wiedzieliśmy jednak, że uda nam się przekonać tak wielu ludzi, że należy zmienić naszą sytuację.

Jaka była cena poparcia? Stosunkowo niewysoka, Ojciec Rydzyk zapytał nas czy przypadkiem nie jesteśmy lewakami, bo nie darzy szacunkiem tej ideologii. Następnego dnia po nagraniu o godzinie 9 rano Ministerstwo Zdrowia wydało pierwszy komunikat w naszej sprawie. Po raz pierwszy rządzący zaczynali rozumieć, że powinni traktować nas poważnie, choć tak naprawdę uświadomili to sobie dopiero po manifestacji. Teraz od czasu do czasu rozmawiam z agencją informacyjną Radia Maryja, podobnie jak dzieje się to z innymi stacjami.

Kiedy w zeszłym miesiącu spotkaliśmy się z Partią Razem to zasugerowałem Adrianowi Zandbergowi podjęcie starań o wizytę w Toruniu. Zostało to odebrane jako dobry żart, niemniej jednak mówiłem poważnie. Młodzi, ideowi, sympatyczni ludzie na pewno zrobiliby dobre wrażenie i pokazali, że możliwy jest dialog, który wydaje się być ekstremalny.

Nam udało się pokazać przez ostatni rok, że nic nie jest dla nas niemożliwe i że jesteśmy w stanie porozmawiać z każdym niezależnie od naszych własnych przekonań. W toku pracy nad Porozumieniem Rezydentów udało pozbyć mi się zresztą przywiązania do pewnych etykietek, jakich ludzie używają do definiowania siebie.

Ciężko pracowałem nad tym, żeby po każdej stronie starać się po prostu znajdować właściwych ludzi, widzieć w nich dobro i potencjał do wspólnej zmiany rzeczywistości. Wiem, że to wszystko może wydawać się bardzo naiwne i idealistycznie, nie mniej jednak ciągle wierze, że w ten sposób można odnieść sukces. Są tylko dwa sposoby na to żeby wygrać:

1) Robić to samo co inni, tylko mocniej, bardziej agresywnie, z większą determinacją
2) Zakwestionować dotychczasowe reguły gry i spróbować narzucić swoje, to drugie wydaje się być o wiele ciekawsze.

Na zakończenie filmik dla tych, którzy ciągle potrzebują motywacji do działania:

Proszę o udostępnianie treści:

Comments

comments

Jedna myśl nt. „Spotkanie z Ojcem Rydzykiem

  1. Marcin Gardjew

    Podziwiam determinację i to, że się Wam po prostu „chce”. Zamiast wyjechać, staracie się zmierzyć z problemem samemu. Przynajmniej nikt Wam nie zarzuci, że nie walczyliście o swoje prawa.
    Uważam, że wypadliście bardzo dobrze (w ogóle prowadzicie mądrą, merytoryczną politykę) i mam ogromną nadzieję, że rządzący przychylą się do Waszych rozwiązań. Jesteście dla mnie wielką inspiracją.
    Pozdrawiam Marcin Gardjew
    Ps: podoba mi się też to, że nie reprezentujecie wyłącznie środowiska lekarzy, ale również zwracacie uwagę na niedofinansowanie ratowników medycznych, fizjoterapeutów i pielęgniarek. Jeśli będziecie skonsolidowani i mówili jednym głosem to macie większe szanse na wywalczenie swoich racji. W przeciwnym razie, rządzący odwołają się do argumentacji, że podwyżki dla lekarzy rezydentów i specjalistów wywołałyby protesty pozostałych grup z sektora opieki zdrowotnej.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *