Gołębie, wiewiórki i lód

Damian_rowerTo najwięksi wrogowie rowerzysty zimą. Dwie pierwsze kategorie to całoroczni wrogowie. Zwłaszcza gołębie, które mają duże skłonności samobójcze i zwyczajnie nie chcą latać. Chcą zostać rozjechane. Pamiętam, jak źle się czułem, kiedy potrąciłem kurę jadąc rowerem (winne było jej niezdecydowanie i to, że w ostatniej chwili zmieniła trajektorię). Niechęć do krzywdzenia istot opóźnia moją podróż o cenne sekundy. Największe skupiska gołębi są u mnie na osiedlu (dużo starych ludzi) i na Alei Politechniki (dużo studentów). Obie te grupy dzielą z gołębiami zamiłowanie do suchego, starego chleba (ech to studenckie życie, jak to fajnie że młodzi ludzie są biedni, prawda?,  czemu Ci emeryci tak zrzędzą? )

Wiewiórki są małe, zwinne i pojawiają się znikąd. To nie są te inteligentne stworzenia, które oswojone przez portiera w szpitalu na Spornej przychodzą po orzechy. Upierdliwe ADHD, które również szuka śmierci pod kołami. Przeciwny biegun ekstremum niż gołębie, tak szybkie, że zdają się poruszać bez celu. Występują w parkach.

Lód – najmniejsza przeszkoda. Łagodne zimy, ocieplenie klimatu. Do tego wszystkiego dochodzi fakt, że drogi rowerowe i chodniki w Łodzi są świetnie utrzymane. Dużo bardziej ślisko jest na ulicach. ( W Łodzi masa krytyczna została zawieszona i strach przed jej powrotem jest silnym bodźcem dla służb drogowych). Z lodem spotykam się więc hobbystycznie, kiedy czuję się bardziej znużony życiem niż zwykle i potrzebuję wyzwań. Podobnie jak wiewiórki znajduję go na polach i w parku. Po lodzie da się jechać, ale wymaga to pewnej koncentracji. Na razie zdołałem już zaliczyć jeden upadek, ale nie poddaje się.

Zimno, wiatr, deszcz i śnieg nie są istotnymi problemami. Jeśli to prawda, że jesteśmy owocem milionów lat ewolucji, albo też zostaliśmy stworzeni tacy doskonali, (co kto woli), to chyba jesteśmy w stanie wytrzymać pewne niedogodności. Zresztą bardziej marznę, podczas skrobania szyb, czy wsiadania do zimnego auta. Problemem jest również spacer z parkingu do szpitala, gdyż autem nie da się podjechać pod same drzwi (chciałoby się prawda?). Poza tym uważam, że zwierzęta poruszają się na pieszo, a człowiekowi to nie przystoi.

Prawdziwym wrogiem rowerzystów jest sygnalizacja świetlna, do której w ramach protestu podchodzę mocno liberalnie. (Spotyka się to z krytyką bojowników rowerowych. To są Ci sami, że jak im samochodem trochę zastawisz ścieżkę rowerową, to specjalnie zahamują, żeby uderzać ręką o maskę samochodu. Kiedyś jednego doprowadziłem do frustracji, bo po prostu za nim jechałem, przez co usłyszałem, że nie mogę korzystać z jego tunelu areodynamicznego). Sygnalizacja świetlna jest tak ustawiona, żebyś wiedział, że na pieszo to chodzą zwierzęta, a rowerami poruszają się lewaki. Znam cykle świateł i wiem, że jadąc z prędkością 25km/h od fit fabric 1 do Mickiewicza akurat załapię się na 10 sekundowe okienko, żeby wjechać do parku. W przeciwnym wypadku 5 minut czekania na światłach, spóźnienie na odprawę lub płacz, bo tego dnia wyjątkowo zabieg miał zacząć się punktualnie.

Dlaczego jeżdżę rowerem do pracy? Bo tego potrzebuje, niczym Al Pacino w Gorączce muszę utrzymać pewien poziom napięcia, żeby normalnie funkcjonować. Poranne stanie w korku mi tego nie umożliwia.

Zdjęcie zostało zrobione w Radiu Łódź. Piosenka w temacie – tutaj.

Proszę o udostępnianie treści:

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *