Dlaczego tyjemy od diet?

francesinia

To tytuł świetnej książki, dosyć mało rozpropagowanej w Polsce. Pisarka postawiła naukowo przeanalizować dlaczego tak ciężko jest schudnąć. Pozornie odpowiedź jest prosta, ludziom brakuje silnej woli i mają paskudne nawyki żywieniowe i nie lubią się ruszać. Od czasu do czasu dokonują jednak heroicznych zrywów. Czemu więc kończą się one niepowodzeniem? Czyżby za mało się starali?
Temat jest mi bliski i znany. Podobnie jak większość populacji, studia zaczynałem jako relatywnie szczupła osoba – 85 kg. Nagle ubrania zaczęły się robić dziwnie ciasne i opięte i coraz trudniej było mi robić zakupy. Podszedłem do sprawy, jak prawdziwy mężczyzna, to jest zacząłem szukać winy na zewnątrz. Założyłem, że rozmiarówki uległy zaniżeniu, a moi bliscy próbują mi dokuczyć komentując mój wygląd. Do tej pory fascynującym zagadnieniem jest dla mnie skłonność ludzi do zwracania uwagi, na to jak wyglądam.
Niestety pomiary nie korespondowały z moim dobrym samopoczuciem. Gdzieś na 3 roku studiów sięgnąłem dna, czyli jakichś 108 kg. Wtedy też rozpoczęła się batalia o powrót do normalności, która w zasadzie trwa do dzisiaj. Razem z chłopakami dokonaliśmy pierwszego zakładu, o to kto schudnie 10 kg w wyznaczonym terminie. W zasadzie udało się to tylko Jankowi, który zawsze był trochę socjopatą.
Utrata wagi jest dramatycznie ciężka dlatego, że organizm robi wszystko by temu przeciwdziałać. Z czasem pojawia się dojmujące uczucie zimna, czy też braku energii związane ze spowolnieniem nadwagi. Ludzkie ciało nie wie, że jest go za dużo i desperacko walczy o zachowanie nabytego poziomu tłuszczu. Te wszystkie mechanizmy powstawały przez miliony lat ewolucji i miały kluczowe znaczenie dla przeżycia w czasach głodu. W okresie dobrobytu są jednak olbrzymim balastem.
Pomimo, że nie osiągnąłem spektakularnych rezultatów to uniknąłem efektu jojo i nie stoczyłem się bardziej. W sumie to powinienem być z siebie dumny, bo schudłem 13 kg i na przestrzeni lat utrzymywałem wagę. Największym problemem jest dla mnie oczywiście dieta, ponieważ jak widać na obrazku, bardzo lubię jeść. Narodowa potrawa Portugalczyków czyli francesinha to jakieś 2000 całkowicie pustych kalorii składających się z sera, mięsa, szynki, jajka i jakiegoś dodatkowego tłuszczu, żeby się szybciej arterie zapychały i chłopaki z naczyniówki mieli robotę i po nocach dzwonili, że jest robota.
Teraz staram się mądrzej jeść, skłaniając w kierunku weganizmu, czemu służy wysyp dobrych knajp w Łodzi. Niestety błędnie oceniłem tego typu restauracje, bo myślałem, że jak nie ma mięsa to będzie za pół darmo, albo to oni będą Ci dopłacać dlatego, że do nich przyszedłeś i z tymi hippisami siedzisz.
Tragicznie złą dietę staram się kompensować dzikim poziomem aktywności fizycznej, czemu służą też kilometry wydeptywane na dyżurach. Po mieście poruszam się w zasadzie tylko rowerem, co w skali miesiąca daje mi jakieś 500 km. Kiedy tylko mogę, gram z chłopakami w piłkę. Staram się robić również treningi biegowe. Największym problemem ze względu na intensywność pracy jest rytm treningów na siłowni. O 2-3 treningach w tygodniu mogę w zasadzie tylko pomarzyć, nie mniej jednak jest to coś do czego dążę i wtedy czuję się spełniony.
Przestawienie termostatu wagowego jest niewiarygodnie trudne i nikt do końca nie wie ile potrzeba na to czasu. Mój termostat wagowy jest ustawiony teraz mniej więcej na poziomie 95 kg i do tego poziomu jestem w stanie teraz z łatwością powrócić. Zejście poniżej jest dla mnie niezwykle traumatycznym doświadczeniem. Zawsze kończy się tak samo, krótkotrwała radość z powodu lepszego wizerunku w lustrze prowadzi do napadów wilczego głodu i ciągłego uczucia zimna. Najgorszym doświadczeniem jest poczucie głodu przy pełnym żołądku, którego doświadczają ludzie, których organizmy pragną przytyć.
To wszystko sprawiło, że w zasadzie sobie już odpuściłem i utrzymuje wagę w przedziale 92-98 kg. Próbuję trochę oszukać wewnętrzny zegar sukcesywnie zwiększając poziom tkanki mięśniowej. Jest to jednak zadanie na lata, ze względu na to, że przyrost mięśni jest bardzo powolny. U ludzi, którzy mają rozwalony rytm dobowy i generalnie mają problemy ze snem i z nadmiarem kortyzolu jest to zadanie prawie niewykonalne.
Te wszystkie banały typu odżywiaj się zdrowo, wysypiaj, nie stresuj, bo będziesz mieć niższy poziom testosteronu są niestety poza moim zasięgiem, choć wkrótce się to wszystko zmieni. Tak naprawdę mam wrażenie, że odchudzanie się jest czymś co pozwala skutecznie radzić sobie z kryzysem egzystencjalnym i jest typem aktywności, po który możemy zawsze sięgnąć kiedy czujemy wewnętrzną pustkę i trochę dryfujemy.
Autorka ma bardzo prostą receptę, po prostu odpuścić i zacząć słuchać wewnętrznego głosu rozsądku, który mówi, co, jak, ile i kiedy jeść. Oczywiście nie zadziała on od razu i trzeba dać mu na to czas. Większość z nas ma z tym problem, bo od dziecka była przekarmiana i zmuszana do jedzenia. Pozwoli to zyskać olbrzymie pokłady życiowej energii, którą będzie można wykorzystać na o wiele ważniejsze rzeczy.
Pomijając przypadki, w których otyłość i nadwaga zagrażają zdrowiu, większości osób lepiej by zrobiła terapia i poprawa poczucia własnej wartości. Nie ma nic smutniejszego, niż ludzie, którzy poprawili swój wygląd i dalej czują się totalnie nieatrakcyjni. Mnie to na szczęście nie dotyczy, pożądliwe spojrzenia kobiet i mężczyzn sprawiają wręcz, że czasem czuję się tak zawstydzony, że wolę zostać w domu. Niemniej jednak dojście do tego stanu świadomości i całkowita akceptacja siebie zajęła mi bardzo dużo czasu. Tego też Wam wszystkim życzę. Możecie też już teraz zostawić wszystkich w tyle i rozpocząć przygotowania do lata.

Proszę o udostępnianie treści:

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *