Grudzień 2013 – Grudzień 2018

tygrys
Grudzień 2013

Minęły dwa miesiące odkąd zakończyłem staż. W listopadzie zarejestrowałem się w urzędzie pracy razem z Koleżankami i Kolegami. Wszyscy potraktowaliśmy to jako pewnego rodzaju doświadczenie formacyjne, takie przygotowanie do życia w społeczeństwie.

Wszystko przez bzdurne przepisy, które nie pozwalają rezydentury rozpocząć od razu po stażu, tylko wymuszają miesięczną przerwę w karierze. W moim przypadku ta przerwa się jeszcze wydłuża, pomimo bardzo dobrego wyniku z Lekarskiego Egzaminu Końcowego dostaje się na anestezjologię w drugim naborze, z tzw odwołania.

To początek problemów, pomimo tego, że wywalczyłem sobie etat, muszę jeszcze znaleźć placówkę, w której będę go odbywać. Bardzo zależy mi na Koperniku, no ale tam jest mało miejsc i dużo chętnych, którzy mają lepszy wynik ode mnie. Jeżdżę więc po całym województwie i szukam dla siebie miejsca pracy. Świetne wrażenie robi na mnie szef i zespół w Bełchatowie, ale przeraża mnie konieczność codziennych dojazdów.

W innym dużym szpitalu, w miejscowości A szef odmawia przyjęcia mnie do pracy. Twierdzi, że przede mną pojawiło się już kilka osób i że za późno przyjechałem i że nie zależy mu na tym, żeby zapełnić wszystkie miejsca szkoleniowe, jakimi dysponuje szpital. Wtedy nie mogę jeszcze wiedzieć tego, że nie będzie to pierwsza, całkowicie irracjonalna odmowa w mojej karierze zawodowej.

Czas mija, zbliżają się święta, moi rodzicie nie mogą zrozumieć, jak to jest, że ciągle tkwię na bezrobociu. Na szczęście jest wyjątkowo ciepło jak na grudzień i jeżdżę sobie rowerem po Łodzi i okolicach, czytam książki, oglądam filmy, nie jest źle bez pracy, tylko brakuje mi pieniędzy. Ciągle są wolne miejsca w Centrum Zdrowia Matki Polki, ale z jakiegoś irracjonalnego powodu podobnie jak większość moich Koleżanek i Kolegów, boję się pracy z dziećmi.

Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że moje możliwości wyboru są ograniczone, pracuje tam mój Kolega, który jest zadowolony. Boję się jednak, że znowu dostanę kosza. Zakładam garnitur i w wigilię jadę prosić szefa o zgodę. Szczęśliwy mogę wrócić do domu na święta i ubierać choinkę już jako człowiek, który zakończył bezrobocie.

Trafiłem w dziesiątkę, ludzie są niezwykle sympatyczni, ciepli i pomocni, dużo się uczę i świetnie się czuję w nowej pracy. Dzieci są bardzo wdzięcznymi pacjentami, a w całym szpitalu panuje rodzinna atmosfera. Spędzę tam fantastyczne 2 lata.

Grudzień 2018
Przepisy dotyczące rezydentury się nie zmieniły i dalej skazuje się młodych ludzi na przymusowe bezrobocie. Deficyt lekarzy narasta. W całym województwie na 23 miejsca jest tylko 13 chętnych na anestezjologię. Każdy, kto potrafi w ręce utrzymać laryngoskop dostanie pracę.

Okazuje się, że ciepłe zimy, to już nie przypadek, a efekt globalnego ocieplenia. Szpital, który odmówił mi przyjęcia oferuje teraz dopłaty do rezydentury, ponieważ nie może znaleźć chętnych. Nie mam do nich o to żalu, że mnie wtedy nie chcieli, tak naprawdę wyświadczyli mi olbrzymią przysługę. Generalnie większość szpitali ma już teraz olbrzymie kłopoty kadrowe. Perspektywy na przyszłość są złe łamane przez pogarszające się.

Te 5 lat to cała epoka, Porozumienie Rezydentów obchodzi 3 urodziny i okazuje się, że mocno wpływa na młodsze Koleżanki i Kolegów. Tyle samo czasu spędzam w szpitalu im Kopernika, któremu równie dużo zawdzięczam. Myślę sobie, że miałem szczęście pracować w fantastycznych zespołach i szkolić się pod okiem niesamowicie zdolnych i oddanych swojej pracy lekarzy.

1 grudnia wracam do Centrum Zdrowia Matki Polki, bogatszy o doświadczenia wyniesione z pracy w Centrum Urazowym, świadomy, że robiłem wszystko co mogłem, by w przyszłości stać się wszechstronnym specjalistą. Zmiana praca to zawsze trudna sprawa, żegnasz się z ludźmi, z którymi przeżyłeś wiele stresujących sytuacji, które was do siebie zbliżyły.

Myślisz sobie z wdzięcznością o Lekarkach i Lekarzach, którzy bezinteresownie i bez żadnego wynagrodzenia poświęcali ci swój czas, szkoliły i tłumaczyły. To jest tak, że jak masz zrobić coś z żółtodziobem, to szybciej zrobisz samemu, a nauka kogoś to strasznie niewdzięczny i frustrujący kawałek chleba.

Będzie mi brakowało wszystkich Wspaniałych Pielęgniarek, na które mogłem liczyć w sytuacjach kryzysowych i które mnie wspierały swoim doświadczeniem. Cieszyłem się zyskując ich zaufanie i wiedząc, że nie boją się ze mną pracować.

Praca w szpitalu opiera się o mrówczą pracę olbrzymiej ilości oósb, o których się zapomina. Ludzi z laboratorium czy serologii i wielu innych działów, których nie poznałeś osobiście, ale zdążyłeś polubić ich głosy. Panie salowe, czy panowie z transportu, na których zawsze mogłeś liczyć i z którymi rozmowy pomagały ci rozładować napięcie.

Proszę o udostępnianie treści:

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *