4/10

zdjecie

„Czy dokonuje Pan aktów autoagresji?”
„Wydaje mi się, że nie, chyba że ma Pan na myśli bycie lekarzem w Polsce”
Szczególnie autoagresywny jestem w tym miesiącu, ze względu na ilość przepracowanych godzin. Nie planowałem tego. Przez pierwsze dwa lata pracy wcale nie dyżurowałem, później 2-3 razy w miesiącu. Wszystko zmieniło się kiedy zyskaliśmy dodatkowe stanowisko do obsadzenia, a z pracy zaczęli odchodzić kolejni ludzie. 4-5 dyżurów było jeszcze sympatyczne, dobrze jest mieć wolny dzień od pracy, nie musieć do niej dojeżdżać. Szybko nastąpiła eskalacja. Osoby, które zostały musiały zastępować tych, którzy odeszli.
W tym miesiącu dostałem 7 dyżurów, ale potem sprawy się skomplikowały. Szkoda mi było kolegi, który wrócił do pracy po pewnych problemach zdrowotnych, więc dopisałem się, żeby nie musiał sam pracować na bloku. Chciałem pomóc koleżance, której zależało na konferencji. Ktoś inny chciał poświęcić czas swojej rodzinie. Nie mam na razie dzieci, nie mam zwierząt, pewnie gdyby nie Kasia, nie miałbym powodu, żeby wracać do domu i po prostu zaanektowałbym jakiś kąt szpitala i na stałe tam zamieszkał. Są lekarze, którzy tak żyją. W zasadzie to w tym systemie opieki zdrowotnej są bezpiecznikiem, który zapewnia jego funkcjonowanie.
Jak funkcjonuje człowiek, który tyle pracuje? Dla mnie najgorsza jest deprywacja snu i związane z nią jet lagi. Pojawiają się bóle głowy. Staram się funkcjonować tak, jakbym był profesjonalnym sportowcem. Zamawiam dobre, wegańskie jedzenie na mieście, korzystam z odnowy biologicznej, regularnie chodzę na saunę i masaże. Oczywiście niezdrowe kebaby też konsumuję (ale tylko dla towarzystwa, żeby innym było miło). Niespecjalnie jestem produktywny w domu i wiele rzeczy odkładam na potem. W zasadzie na zmianę piszę, chodzę na siłownię i oglądam netflixa. Dzięki jeździe rowerem do pracy ogarniam, że się zmieniają pory roku, temperatura, kąt padania promieni społecznych. Szybko to wszystko leci, ledwo liście zrobiły się zielone, a już spadają, a ja na niekończącym się dyżurze.
Matematyka w tym kontekście jest zabawna. Ilość moich nadgodzin wyniesie 187. Na szczęście od wartości tej mogę odjąć 60, ponieważ po każdej dobie nieprzerwanej pracy muszę odpocząć. Dzięki temu przepracuje tylko nadmiarowe 127. Listopad ma 151,6 godzin roboczych co razem daje 278,6. Ustawodawca w swojej łaskawości przewidział ponad 300 godzin jako górny limit. To na swój sposób miłe, że w majestacie prawa nie tylko na kontrakcie, ale również na etacie mogę się zapracować na śmierć. Miłe, w takim wolnościowym, korwinistycznym sensie, z jakiegoś powodu zakłada się, że posiadam nadludzkie moce, których nie ma np. kierowca ciężarówki.
Być może nie powinienem takich rzeczy pisać jako osoba publiczna, ale to jest poważny problem. W jaki sposób wyważyć chęć zachowania własnego życia z lojalnością wobec Koleżanek i Kolegów z pracy? Każdy dyżur, którego ja nie wezmę, będzie musiał wziąć ktoś inny. Jeśli nikt się nie znajdzie, to na dyżurze zostanie zoperowanych mniejsza liczba pacjentów, którzy będą coraz dłużej czekać na zabieg. Oczywiście winę za to globalnie ponoszą politycy, którzy odpowiadają za system ochrony zdrowotnej, jest to jednak dosyć abstrakcyjne. Sprowadzisz to wszystko do takiego podstawowego poziomu i patrzysz na twarz człowieka, który przez kilka dni nie je bo czeka na zabieg i ciągle spada w kolejce, bo nagle przylatuje helikopter czy ktoś rozbija się na autostradzie.
Moim idolem i autorytetem jest Kolega, który w miesiącu pracuje tylko 130 i stara się żyć dosyć oszczędnie. Gdyby wszyscy lekarze poszli w jego ślady to połowę szpitali w Polsce należałoby natychmiast zamknąć, a w pozostałej połowie stawki wzrosłyby na tyle, że wszystkie związki zawodowe mogłyby obwieścić koniec historii.
Jeśli zaś chodzi o moje miejsce pracy, to na szczęście znalazło się sporo chętnych do pracy, dlatego wszystko wskazuje na to, że jeden z najważniejszych szpitali w regionie dalej będzie zapewniać nieprzerwaną opieką ofiarom wypadków. Oczywiście patrząc na sprawę globalnie, to Ci ludzie zapewne będą gdzieś musieli się zwolnić, lub ograniczyć ilość świadczonych usług, po prostu mój szpital przeciągnął kołderkę w swoją stronę.
Niestety paskudne statystyki dotyczące długości życia, ryzyka samobójstw czy uzależnień pośród anestezjologów nie wzięły się znikąd. Praca w ciągłym stresie, na niekończących się dyżurach nie sprzyja dbaniu o zdrowie. Mnie tłumaczy tylko to, że to ostatni taki miesiąc w karierze zawodowej. Chciałem się jak najwięcej nauczyć, w końcu w Polsce jest tylko 14 centrów urazowych i większość szpitali nie zajmuje się tak trudnymi przypadkami jak Kopernik. Mam tu komfortowe warunki do rozwoju, wszystkie problemy staram się rozwiązywać samemu, ale zawsze mogę poprosić kogoś doświadczonego o pomoc. W grudniu zaczynam pracę w nowym miejscu i przez jakiś czas nie będę dyżurować. Odpocznę, pracując na jednym etacie będę czuć się na wakacjach.
Udało mi się na razie uniknąć poważniejszych konsekwencji przepracowania. Popełniłem jeden błąd, z którego powodu jest mi bardzo przykro. Miałem trudnego pacjenta i bawiłem się obrączką przekładając ją z palca na palec. Później coś zaczęło się dziać, byłem zajęty chorym i najwyraźniej zsunęła się z niewłaściwego palca. Zorientowałem się dopiero kilka godzin później, kiedy brałem prysznic. Pacjent przeżył, czego i Wam w ten przedłużony weekend życzę.

Proszę o udostępnianie treści:

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *