10/10 – 0/0

mikolaje

Ostatni dyżur w centrum urazowym za mną. Nawet niespecjalnie się żegnałem z ludźmi. Intuicja podpowiadał mi, że prędzej czy później i tak się z nimi spotkam. Być może nawet wrócę do pracy na jakieś dyżury, jeśli nie teraz, to za półtora roku. Przy tak wielkich brakach kadrowych jest to w zasadzie nieuniknione. Będzie mi brakowało osób, które polubiłem i tych, od których mogłem się czegoś nauczyć. Chciałbym mieć ciągle kontakt ze swoim poprzednim szpitalem, żeby nie stracić raz zdobytych umiejętności.

Anestezjologia jest wybitnie praktyczną, manualną specjalizacją, nawet 2-3, tygodniowa przerwa lekko wytrąca z rytmu. Dwa lata temu, po tym jak wracałem do pracy po półrocznej przerwie, byłem ciekaw czy trudno mi będzie powrócić do wprawy. Na szczęście ciągłe wykonywanie tych samych czynności sprawia, że człowiek zyskuje pewien rodzaj pamięci rąk, nie do końca świadomej kompetencji, to jest stanu w którym po prostu wiesz co robić, bez myślenia o tym. Oczywiście ta powtarzalność jest olbrzymim czynnikiem ryzyka wypalenia zawodowego. Problem jest złożony, z jednej strony im częściej coś robisz, w tym jesteś lepszy, z drugiej strony każdy chce się rozwijać i robić nowe rzeczy. Co jednak jeśli te nowe rzeczy, jak wszystko w anestezjologii związane są z pewnym ryzykiem, które potęguje brak doświadczenia? Trudno jest to wszystko wyważyć.

Cieszę się na ponowną pracę z dziećmi. Dzieci nie palą papierosów, nie piją wódki, nie odżywiają się głównie kiełbasą, nie biorą narkotyków, nie robią sobie krzywdy z premedytacją, mają przed sobą jakąś przyszłość. Duża część moich pacjentów, zwłaszcza na chirurgii naczyniowej była wyjątkowa niewdzięczna. Nie to, że nie dziękowali, bo dziękowali, po prostu wszyscy staraliśmy się przeprowadzić ich przez niezwykle skomplikowane zabiegi wynikające np. z palenia papierosów, po czym oni dalej te papierosy palili. Ilekroć zasypiali próbowałem ich zahipnotyzować „proszę powtarzać: papierosy są złe, kiedy się obudzę, nie będę palić”, lecz podejrzewam, że to wszystko to kamienie na szaniec.

Oczywiście część dzieci też pali papierosy, niektórzy w wieku 20 lat mają już zniszczoną wątrobę, lecz nie jest to na szczęście, aż tak bardzo powszechne. Zazwyczaj też dzieci myją się lub są myte, w przeciwieństwie do bardzo wielu dorosłych chorych, którzy pobyt w szpitalu traktują jako swoiste wakacje, w tym wakacje od higieny. Oczywiście nie dotyczy to chorych w bardzo ciężkim stanie, którzy zwyczajnie nie są w stanie tego zrobić.

Pewnie dla społeczeństwa lekarz jest rodzajem herosa, który decydując o sprawach życia i śmierci nie zwraca uwagi ani na własne zmęczenie ani na wrażenia zmysłowe. Na swój sposób ta wiara jest budująca, lecz w większości wypadków szkodliwa, gdyż każe ludziom myśleć, że pacjenci w szpitalu powinni być nieśmiertelni i że nie mogą umrzeć z powodu licznych chorób, czy też po prostu z powodu wieku, i że zawsze gdy to się stanie należy znaleźć winnego.

Wiem, że dwukrotna zmiana miejsca pracy podczas rezydentury nie jest jakąś bardzo częstą sprawą, podobnie jak powrót do macierzystego ośrodka. Doceniam dyrekcję ICZMP za to, że się zgodziła na moje przyjęcie, ponieważ mam świadomość tego, że moje nazwisko może budzić dyskomfort pośród kadr kierowniczych.

Fakt, że swoje działania prowadziłem głównie na szczeblu krajowym, niewiele tu tak naprawdę zmienia w odbiorze. Kiedy dyrektor pewnego szpitala, bez powodu odmówił mi przyjęcia do pracy dałem mu słowo nie organizować protestów (podejrzewając, że to może być przyczyna). Dawno się tak dobrze nie bawiłem jak w tamtym momencie: „Panie Dyrektorze obiecuje nie wchodzić Panu w drogę” Poza tym drobnym epizodem, to tak naprawdę to miałem dużo szczęścia, w zasadzie nic nie straciłem na swojej działalności społecznej.

Wszystko to wynika z faktu, że wierzę, że praca w różnych miejscach bardzo dobrze wpływa na rozwój zawodowy. To trochę tak jak w szkole, po prostu nie możesz bazować na opinii i na tym, że w pracy sobie radzisz, lecz musisz zweryfikować swoje umiejętności w nowym środowisku. Bardzo podoba mi się system szkolenia a Anglii, w którym to co pół roku szkolący się lekarze zmieniają miejsce pracy. Oczywiście, pod kątem ogólnoludzkim, jest niezwykle degradujący dla życia prywatnego o czym można przeczytać w świetnej książce „Będzie bolało”

Wracając do tematu wypalenia zawodowego, w grudniu będę mu aktywnie przeciwdziałać, nie biorąc żadnego dyżuru. Całe święta i sylwestra spędzę w domu, z rodziną. Może nawet przygarniemy psa ze schroniska, ze świadomością, że uda nam się jako tako wychować to zwierzę. Będę się uczyć, czytać książki, pisać bloga, udawać, że piszę książkę, udawać w domu wegana i jeść mięso na mieście, jeździć rowerem, spotykać z przyjaciółmi i co drugi dzień chodzić na siłownię.  Pójdę do osiedlowego sklepu i z uśmiechem pomyślę sobie o tych wszystkich niebotycznie drogich mikołajach z czekolady Lindta i o tym, że na Wielkanoc zostaną przecenione o 1000% i sprzedawane za złotówkę i że jak co roku kupię sobie 30, żeby je rozdać.

Proszę o udostępnianie treści:

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *